W związku z tym, że mamy zime to opowiem co przydarzyło mi się kiedyś w lecie;)
Pewnego słonecznego poranka, obudziłm się już o 8.00, postanowiłam, że pójdę się ubrać. Kiedy wyszłam z łazienki moja siostra i kuzynostwo już nie spali, stwierdziliśmy, że musimy obmyślić plan na dzisiejszy dzień. Zasiedliśmy do stołu i zaczęliśmy wymyślać różne zabawy. W końcu stwierdziliśmy, że pobawimy się w laboratorium. Poczekaliśmy do obiadu i kiedy się najedliśmy poszliśmy do budynku gospodarczego, w którym zamierzaliśmy zbudować Nasze laboratorium i centrum dowodzenia. Z racji tego, że był to budynek gospodarczy znaleźliśmy tam przeróżne ciekawe przedmioty, które postanowiliśy wykorzystać w Naszej zabawie. Znaleźliśmy też kilka puszek brązowej farby i zegar z kukułką. Wspólnie stwierdziliśmy, że zegar powinien być na nowo pomalowany, a że każdy chciał malować to wszyscy rzuciliśmy się na puszki z farbami a potem poszukaliśmy pędzli. Kiedy skończyliśmy Nasze malowanie wyglądaliśmy jak byśmy wykąpali się w farbie. Nie wychodziliśmy z Naszego "laboratorium" do wieczora ale w końcu musieliśmy iść na kolację. No i wtedy się zaczęło, chcieliśmy jak naszybciej prześlizgnąć się do łazienki ale na schodach przyłapała Nas moja mama. kiedy Nas zobaczyła zawołała tatę a potem jeszcze babcia wyszła na korytarz. Wyglądaliśmy strasznie, tata poszedł po rozpuszczalnik i gąbkę no i przez jakieś 2 godziny musieliśmy być szorowani w rozpuszczalniku. To było dosyć bolesne bo farba wcale nie chciała tak szybko zejść z Naszej skóry. Po tym dniu przez długi czas nie bawiliśmy się farbą;)
To tylko jeden z nie wielu epizodów mojego dzieciństwa, co jakiś czas będę tu opisywać tego typu historie:D
Fajna historyjka! ;). Fajnie piszesz :D .
OdpowiedzUsuń